miejskie kajakowanie – czyli Wisłok na majówkę

DSC_0099   DSC_0088DSC_0097

Czasami tak się zdarzy, że jednak los nie pchnie Cię w drogę (i ukradkiem się nie śmieje) i zostajemy w mieście. Jakoś by to można przetrawić na weekend… ale na majówkę?? No więc żeby tak nie siedzieć bezczynnie zawsze można wymyślić coś żeby jednak namiastkę aktywności mieć. Co prawda sezon kajakowy został już otwarty przeze mnie w tym roku, ale można go otworzyć jeszcze raz :) Wszak ten rok będzie chyba pod znakiem kajaka (!)…
W samym Rzeszowie jest przystań żeglarska i klub kajakowy gdzie można pożyczyć kajaki. Jedna godzina za jedną osadę kosztuje 15 zł, a więc można się szarpnąć. Rewelacyjna opcja na popołudnia w tygodniu, a i na weekend też może być :) Pogoda tego pierwszego maja coś była niepewna, zaczęło kropić, potem przestało, wiatr wiał, chmury się przewalały.. ale cóż było zrobić… przecież nie czekać bezczynnie. Wsiadamy na kajak, ubieramy kapoki (dla bezpieczeństwa, ale też żeby cieplej było) i ahoj przygodo!!! :)

Na początku mamy dużo sił więc płyniemy pod prąd w górę rzeki, pod wiatr. Super! Potem do atrakcji dochodzi jeszcze deszcz. Bomba! Ale my nie damy radę? przecież taki majowy deszczyk to sama przyjemność. Wędkarze (chyba z 10 minęłyśmy po drodze) nawet się nie denerwują, ze im po żyłce płyniemy, pozdrawiają nas i patrzą ze zdumieniem i pewnie politowaniem :) Śpiewamy sobie i tak płyniemy. Kto nie był tutaj na kajaku… wierzcie mi, na prawdę warto! Wisłok rozlewa się tutaj na kilka odnóg, kajak sunie między szuwarami, z których wylatują różne ptaki i w ogóle nie widać że to środek miasta. W tym deszczu miałam wrażenie że to jakaś Amazonia co najmniej ;) Dopływamy do kładki w Boguchwale. Zawsze chciałam tu dopłynąć kajakiem, bo na rowerze bardzo ją lubię i często po pracy właśnie taką trasę wzdłuż Wisłoka sobie robię. Zadowolone wracamy. Niby nic, niby środek miasta, niby tylko 10 km… ale dla mnie rewelacja! Do tego sam dojazd rowerem, dla nienasyconych można jeszcze przespacerować się przez rezerwat przyrody „Lisia Góra” przy którym jest właśnie przystań.
I tak minęła majówka – dzień pierwszy.

Ekipa: Madzia, Goł
Dystans: 10 km