skiturowo po Połoninie Krasnej (UA)

Świdowiec_III.2013_MD (6)Siedząc sobie spokojnie (?) w pracy popijając kawę i przygotowując kolejne pismo odbieram telefon z pytaniem czy mam ochotę pojechać na Świdowiec w Ukraińskich Karpatach na skitury na najbliższy weekend… hmmm… Wszystko super, tylko nie mam skiturów to raz, dwa nie umiem jeździć nawet na nartach, a co dopiero na skiturach (moja przygoda z nartami zakończyła się po 1 h na oślej łączce, gdzie nauczylam sie przewracać i wstawać…)… no ale namówili mnie – „dasz radę…”. No wiec pakuję plecak, chowam rozsądek do szuflady i ahoj przygodo. Skitury zostały załatwione dla mnie… więc już nie było odwrotu…

dzień pierwszy
pakujemy się do samochodu, obieramy kierunek na Barwinek, w Sobrancach spotykamy się z naszą ekipą czeską (Ales – dziękuję za zaproszenie!), w Wyżnym Niemieckim wjeżdżamy na Ukrainę, potem przez Użgorod i do Ust Czornej dojeżdżamy już na sam wieczór. Tam witamy starych dobrych przyjacioł (Juri – dziękujeny za ciepłe przyjęcie!)… późno w noc kończymy spotkanie. Wszak nie często jest sposobność spotykać się w takim gronie.

Świdowiec_III.2013_MD (39)dzień drugi
Ranek jest piękny. Zapowiada się też piękny dzień. Ubieram buty, narty, plecak… o kurcze…to chyba nie jest takie proste…no ale pod góre może jakoś pójdzie. Caly dzień niespesznie wspinamy się na Połoninę Krasną. Całkiem szybko opanowałam chodzenie pod górę (ale niezbyt stromą, bo inaczej to narty jechały do tyłu…). Docieramy do Chatki Puchatka, zostawiamy plecaki cieżkie i już na lekko zamierzamy wyjść na Klimową (1492 m n.p.m.). Nawet sprawnie wychodzimy. Pogoda jest idealna. Zdobywamy szczyt… no a teraz dopiero zacznie się najlepsze bo trzeba będzie z niego zjechać…opisywać może tego nie będę… ale koniec końcow znalazłam się na dole tej góry, może to nie był zjazd kontrolowany, może nawet nie zjazd, ale poszło. Ba, jak już byłam na dole stwierdziłam, że nawet mi się podobało (choć stojąc na górze obiecałm sobie, że najpierw naucze się jeździć zanim zacznę zjeżdżać z takiej góry…) Ehhh.. cóż to było za wyzwanie. Cóż za doświadczenie. Coż za przygoda. Wieczór spędzamy w naszym towarzystwie, opowieściom nie ma końca, opowiadań o górach, skałach, połoninach… Piękny to był dzień.

Świdowiec_III.2013_MD (41) dzień trzeci
Pobudka nie tak skoro świt, ale tak żeby zjeść śniadanko i po raz drugi wyjść na Klimową. A jak. Dziś na pewno pójdzie lepiej. I powiedzmy, że tak było. Z Klimowej zjeżdżamy do Ust Czornej. Wydawało się, że końca nie ma. Całą drogę pługiem… pracowały mięśnie o których nawet nie wiedziałam, że mam… Nie było to łatwe przedsięwzięcie…

dzień czwarty
Trzeba kuć żelazo póki gorące. No więc jedziemy do miejscowości Drahobrat gdzie zamierzam na stoku poćwiczyć zjazdy pod okiem fachowca (Karolina – dzięki!). Po trzech zjazdach byłam wykończona, ale co: „ja nie dam rady?”. No wiec próbuję i próbuje i uświadamiam sobie, że to jednak nie jest prosta sprawa. Były momenty na tym stoku, które zmroziły mi krew w żyłach…Świdowiec_III.2013_MD (21) a najbardziej lodowy wąski trawers między dwoma stokami…. uuu… do dziś mam dreszcze

dzień piąty
Pakujemy się, jemy śniadanko i czas ruszać w drogę powrotną. Zahaczmy jeszcze o ukraiński środek Europy. I azymut na Polskę. Piękny to był wyjazd. Bakcyla połknęłam i odwrotu juz nie będzie…trzeba będzie okiełznać te skitury :)

Termin: marzec 2014
Ekipa: Arti, Kula, Ales, Zuzka, Ondriej, Premek, Goł



One Comment

  1. Marek wrote:

    Czytam :) i czekam na następną relację
    :)