Tatry (styczeń 2011)

Po kilku latach nie widzenia i dłuższej przerwie w znajomości udało się nawiązać znów kontakt. Co do miejsca spotkania zdania były podzielone, ale ostatecznie padło na Tatry. W Krakowie zaopatrzyłyśmy się w grzańca galicyjskiego, obwarzanki na drogę, trochę cukierków i 10 ugotowanych na twardo jajek ładnie poukładanych w tekturowym opakowaniu. Autobusem relacji Kraków – Zakopane o godz. ok 4:00 rano w sobotę wyjeżdżamy z miasta, by gdzieś w pięknych okolicznościach przyrody powspominać stare czasy.
Pogoda jest rewelacyjna, słońce świeci, delikatny mróz, do tego bezwietrznie. Ruszamy od razu z Kuźnic  na szlak by w Murowańcu zjeść śniadanie (wyłożona na stół kobiałka z jajkami budzi zdziwienie, ale jakże one były pyszne). Warunki są sprzyjające więc podchodzimy pod Czarny Staw Gąsienicowy, robimy rozpoznanie sytuacji i decydujemy się na Kościelec.

Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym

Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym

Przechodzimy po powierzchni Czarnego Stawu nucąc piosenkę „Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie…” Dosyć stromo podchodzimy na Przełęcz Karb by mieć tą możliwość podziwiać okazały Kościelec (2155 m n.p.m.) cały skąpany w słońcu. Wygląda bardzo zachęcająco, no i kusząco.
Latem Kościelec nie wymaga większych zdolności wspinaczkowych, wystarczy trzymać się skały, tup – tup i jest się na szczycie. Natomiast zimą bez większego doświadczenia w zimowych górach to już spore wyzwanie, przynajmniej dla tej mniej wprawnej części ekipy czyli mnie. Idziemy powolutku, na prawo piękne widoki, na lewo jeszcze piękniejsze.

Na zboczach Kościelca

Catka na szczycie Kościelca

Pogoda sprzyja cały czas, aż chciałoby się skakać z radości, ale lepiej może nie. Jest taki moment przed samym szczytem, którego w lecie nawet nie zauważyłam, ale zimą jakoś nie wiadomo z której strony było podejść. I z prawej i z lewej i na wprost…ale jakoś brakło odwagi i umiejętności. Ten szczyt na wyciągnięcie ręki kusił, nęcił, krzyczał i wzywał… ale trzeba było serce i duszę zadowolić tymi widokami 5 m poniżej szczytu… też były piękne, też dech zapierały…
Druga część ekipy bardziej zaprawiona w bojach dotarła na szczyt, a więc sukces był. No, a później długie nocne Polaków rozmowy, przy grzańcu galicyjskim  pod dachem schroniska.

Kościelec (2155 m n.p.m.) w całej swej okazałości

Kościelec (2155 m n.p.m.) w całej swej okazałości

Termin: styczeń 2011
Czas: dwa dni
Ekipy: Catka, Goł
Trasa:
1 dzień: Kuźnice – Schronisko Murowaniec (niebieskim) – Czarny Staw Gąsienicowy – Przełęcz Karb – Kościelec  – Długi Staw -  Schronisko Murowaniec
2 dzień: Schronisko Murowaniec – Kuźnice (żółtym)



One Comment

  1. Catka wrote:

    no a teraz na Etnie się zejdziemy …
    to, że marzenia mogą się spełniać sprawia, że życie jest tak fascynujące