tropem osiołka w Górach Przeklętych (Albania)

Rok temu padł pomysł żeby pojechac do Albani i zobaczyć osiołka. Jadąc przez Czarnogórę, Bośnię i Harcegowinę, Chorwację… tyle było rzeczy po drodze, obok, których nie można było sie nie zatrzymać, że w końcu do Albani, z powodu braku czasu, nie dojechaliśmy. Ale jak to mądrze mówią – co ma wisieć nie utonie. I  dokładnie rok później przyszedł czas na osiołka.  Jeszcze w dniu wyjazdu nie wiadomo było w sumie czy pojedziemy, czy nie, kto pojedzie i jak… Dwie osoby się wykruszyły z ekipy, a w sumie to ja też już położyłam kreskę na tym wyjeździe… ale nie wszyscy tak się łatwo poddali. Zadzwonił do mnie Arturek i mówi „Goł jedź się pakować, za dwie godziny przyjeżdżam po Ciebie i jedziemy do Albani!”… Ja nie dowierzając w powodzenie  tej akcji poszłam po pracy spotkać się ze znajomymi na mieście (lub jak to mlodzież dziś mówi – na rynaczu), ale to nie było czcze gadanie jak się okazało…. zostało mi w konsekwencji pół godziny na spakowanie się (dobrze, że plecak praktycznie zawsze spakowany i gotów do drogi). Jeszcze szybkie zakupy w tesco i obieramy azymut na południe. Ahoj Przygodo!
Słowację, Wegry i Serbię  przemknęliśmy szybko, nie zatrzymując się zbytnio. W Czarnogórze nocleg gdzieś nad rzeką i trip dokoła Jeziora Szkoder i wjeżdżamy do Albani…

Bałkany_XI.2012 (246)

Albania wita Was!

Dzień pierwszy
Na granicy małe problemy, bo samochód nie zarejestrowany na żadne z nas i nie chcą nas wpuścić. Trochę schodzi zanim udało się namówić Pana w budce, żeby jednak nas wpuscił. Bylismy mocno zdeterminowani i się udało. Pierwsze wrażenie… ano obiecywało przygodę i wskazywało, że bedzie to kraj, który na pewno zapadnie nam w pamięć. Po kilku wizytach na Ukrainie, ten szok może nie był taki duży. Dziury w drodze tak bardzo nie szokowały, szaleni kierowcy nie zdziwili… ale czy to jeszcze Europa? Kilka rzeczy zwraca uwagę: po pierwsze dominująca na drogach marka Mercedes, po drugie napis przy drodze co kilometr Lavazh„Czy to jest może jakaś albańska marka rangi Coca Cola?”. Nie, jest to myjnia samochodowa, ale żeby tak co kawałek? Ciekawe. Musi być to opłacalny interes. Po trzecie liczne minatery, które wyróżniają się w krajobrazie. Albania to w większości kraj muzułmański (Islam stanowi 67%). Po czwarte liczne bunkry, które są pozostałością po latach izolacji Albanii na arenie międzynarodowej i reżimu Envera Hodży. Wpisane są chyba juz na stałe w krajobraz.

Liczne bunkry w krajobrazie

Liczne bunkry w krajobrazie

Do tego trwa akcja „Concrete Mushrooms” zachęcająca do wykorzystania schronów np. na kawiarnie, nie mówiąc o tym, że w sklepach można kupić na przykład różne gadżety w kształcie bunkru typu popielniczka. To takie pierwsze wrażenia w pierwszych godzinach pobytu. Zatrzymujemy się w miejscowości Szkodar.  Samochód zostawiamy na parkingu, urządzamy sobie bardzo krótki spacer po mieście, zahaczamy do turist info, gdzie nabywamy mapę Albani i dostajemy parę rad np. że bez 4×4 nie ma co się wybierać do Theth i że na pewno tam nie przejedziemy, a wogóle, że listopad nie jest dobrym miesiącem na góry. Dobra rada zawsze w cenie… ale nie bylibyśmy sobą gdbyśmy nie zobaczyli tego na własne oczy. Wracamy na parking gdzie zastajemy samochód z blokadą na kole, mandaten na szybie i dwóch Panów policjantów pilnujących samochodu… bardziej strzeżonego parkingu nie mogliśmy mieć. Rozmawiamy z Panami, pokazują nam gdzie jechać, dają parę dobrych rad, bardzo przepraszają za ten mandat i życzą udanego pobytu. Na środku ronda zatrzymujemy się żeby spytać policjanta o właściwy kierunek, samochody nas mijają nie zdziwione, ale z hukiem klaksonów, rowerzyści jadą po rondzie pod prąd, w poprzek przechodza piesi… ale wyjeżdzamy jakoś w dobrym kierunku – jedziemy do Theth National Park… czyli Góry Przeklete (ciekawe skąd taka nazwa).

Theth NP

Theth NP

Droga do Boge i pierwszy osiołek w Albani

Droga do Boge i pierwszy osiołek w Albani

Po drodze spełniają się marzenia i mijamy dużo osiołków. Jest radość. Jest pieknie. Droga wije się w pięknych okolicznościach przyrody, wokół góry i góry i góry… Dojeżdżamy do miejscowości Boge. Zasiadamy w sklepie , gdzie dostajemy przepyszmy czaj do picia (kiedy pytamy się Pani  z czego jest ten czaj, ona pokazuje roslinę zasuszoną  i wskazuje ręką dokoła, że rośnie ona wszedzie i nazywa się „czaj”. Dostajemy całą reklamówke zasuszonego „czaju”. Jest znów radość. Kolejna miła niespodzianka – przysiada się do nas Pan, który świetnie mówi po angielsku, jest przewodnikiem po Górach Przeklętych dla turystów z zachodu, a że jest po sezonie to ma dużo czasu i chętnie nam opowiada co, gdzie i kiedy. Rysuje dokładną mapę na kawałku kartki (którą to zresztą posługujemy się podczas całej wędrówki), pojaśnia wiele rzeczy, wskazuje gdzie są żródełka i wiele innych cennych rad. Mówi, że tylko Czesi i Polacy nie biorą przewodnika i zastanawiał się skąd się to bierze. Jest bardzo sympatycznie ale czas w drogę, bo już głębokie popołudnie się zrobiło. Do samego Theth prowadzi droga szutrowa, ale faktycznie bez 4×4 daleko by nie zajechał. Idziemy nią na samą przełęcz tak pewnie z 4 godzinki z przerwami, tam jest obiecane źródełko więc się rozbijamy i podziwiamy góry dokoła. Pięknie.

Dzień drugi

Theth NP o poranku

Theth NP o poranku

Rano budzą nas promyki słońca, piękny wschód. Niespiesznie jemy śniadanko i ruszamy dalej w drogę. Tą sama szutrową drogą schodzimy do Theth, które wydaje się kompletnie opuszczoną, malutką miejscowością, bez żywej duszy. Przez środek płynie rwąca rzeka, przez rzekę most, wzdłuż rzeki ścieżka (wszystko zgodnie z mapą). Spotykamy jednego czlowieka, który, pokazuje nam w którym kierunku iść na Mt. Jezerces 2694 m n.p.m. (najwyższy szczyt Gór Przeklętych), nawet nas idzie kawałek odprowadzić. Idziemy, idziemy, początkowo nawet są znaczki i szlak. Między czasie ta ścieżka, która miała być mocno wydeptana przez osiołki, gdzieś się rozmywa (albo ją gubimy) ale znajdujemy alternatywną trasę, na pewno ciekawszą, na azymut, po chaszczach (głównie mocno kłujących jałowcach), przez potoki, urwiska i inne atrakcje. I tak wędrujemy cały dzień. Rozbijemy się na jakiejś polance z pięknymi widokami wokół. Piękny to był dzień. Te ogromne góry, puste, dzikie, nie rozdeptane, ciche…wow… robią ogromne wrażenie.

Dzień trzeci

Mt. Jezerces gdzieś w chmurach

Mt. Jezerces gdzieś w chmurach

Poranek zapiera dech w piersiach. Ależ jest pięknie. Śniadanko i ruszamy w drogę. Po kilku godzinach marszu docieramy do ścieżki, którą zgubiliśmy dnia poprzedniego (albo raczej obraliśmy inną alternatywną drogę), która prowadzi nas na sama przełęcz pod Mt. Jezerces. Mgła jest okrutna, nic nie widać na dwa metry, troszkę siąpi i ciężko to było przeczuć jak będzie wyglądała sama końcówka drogi na szczyt. Nie wygląda to bardzo zachęcająco i perspektywnie na zdobycie szczytu. Decydujemy się obrać drogę z powrotem do Theth, inną alternatywną do tej alternatywnej (i chyba tą właściwą, którą te osiołki chodzą do doliny Valbone).

Nasza grupa wyprawowa w Theth

Nasza grupa wyprawowa w Theth

A w dolinie pięknie słońce świeci. Udajemy się pod wodospad Grunas, który mimo iż trochę wyschnięty to i tak robi wrażenie. urządzamy tu dłuższą sjestę, z gotowaniem obiadu (parówki z ketchupem) i tak beztrosko wygrzewamy się do słońca.

Pod szczytem Jezerces

Pod szczytem Jezerces

Miejscowość Theth

Miejscowość Theth

Theth NP

Theth NP

Wedrujemy wzdłuż całego Theth, tylko z drugiej strony rzeki tym razem niż poprzednio i ba… łapiemy stopa z powrotem do Boge (była to dla mnie przejażdżka dość ekstremalna… nie dla mnie takie atrakcje, ale kilka godzin wędrówką tą samą drogą zaoszczędzone). Żegnamy się z Górami Przeklętymi. Jedziemy nad Morze. A jak. Gdzieś w miejscowości Patok odbijamy na lewo i znajdujemy kawałek plaży, gdzie rozbijamy namiot. Albania nocą nie wydaje się już taka przyjemna jak za dnia. Ale noc mija spokojnie.

Dzień czwarty

Adriatyk od strony Albańskiej

Adriatyk od strony Albańskiej

Plaża okazuje sie mocno zaśmiecona, jest dość zimno i wietrznie, pusto i dość ponuro, bunkry nie rozweselają krajobrazu, ani plątające się psy…. moze jakby tak słońce zaświeciło… Pakujemy się dośc szybko i ruszamy w drogę. Jedziemy malowniczą drogą do granicy z Macedonią, niektóre jej fragmenty są niesamowicie malownicze. Zatrzymujemy się w kilku mijescach na zdjęcia, żeby coś zjeść czy po prostu popodziwiać. No i znów kilka osiołków po drodze mijamy. Bardzo ciekawa ta Albania, bardzo egzotyczna, taka dzika i nieodkryta i obiecująca tyle zarazem. Aż szkoda stąd wyjeżdżać. Przekraczamy granicę z Macedonią w miejscowości Maqellare. Ale my tu jeszcze wrócimy. Bez wątpienia czuję niedysyt tej Albani.

Ekipa: Arturro, Goł
Termin: listopad 2012
Czas: 4 dni
NP: Theth National Park