Niagara (lipiec 2010)

Są miejsca, które mimo że są bardzo komercyjne chce się je bardzo zobaczyć. Niagara jest jednym z nich, a więc nie zastanawiając się długo pierwszy raz w życiu skorzystałam z biura podróży (!). Najtańszym okazało się biuro z NY, to nic, że było to biuro chińskie dla chińskich wycieczek, ale w końcu jechałam zobaczyć jeden z cudów natury. 8 godzin w jedną stronę i jesteśmy na miejscu.  Obiad chińskiej restauracji i idę nad Niagarę – jest na prawdę ogromna.

Wodospad amerykański

Wodospad amerykański

Nieprawdopodobne z jaką siłą woda spada w dół, jaki to jest żywioł i moc. Nie jestem zawiedziona, a w ręcz bardzo pozytywnie zaskoczona. Wyjazd jest „ol inkluziw” więc w pakiecie mamy również rejs łódką pod sam wodospad – niesamowite uczucie. Wieczna tęcza wprowadza mnie w stan trwającego cały dzień zachwytu.

blog 3

Niagara

Na zakończenie dnia biuro ma dla nas niespodziankę – nocne (o 22:00) wejście pod wodospad, jako ostatnia grupa. Z tyłu Niagary zjeżdżamy pancerną windą na sam dół, dostajemy specjalne pokrowce, buty żeby się nie pośliznąć i nie wpaść gdzieś tam. Specjalnym rusztowaniem idziemy wzdłuż spadającej wody, dla odważnych można wejść pod spadającą z hukiem wodę i poczuć siłę Niagary na własnym ciele! Niesamowite. Stałam tak i krzyczałam w niebogłosy z radości – i tak było słychać tylko huk wodospadu. Ze strony kanadyjskiej wodospad był podświetlany i mogliśmy oglądać różne iluminacje.

No ale w końcu trzeba było wziąć się za zdjęcia. W związku z tym, iż statyw zgubiłam podczas pierwszych pięciu minut (z tego zachwytu), a plener na nocne zdjęcia był zacny, położyłam się na ziemi razem z tym aparatem i zabawa na całego z długim czasem naświetlania, różne kadry… czasami tracę rachubę czasu w takich momentach…

strona kanadyjska spod Niagary amerykańskiej

strona kanadyjska spod Niagary amerykańskiej

Międzyczasie wycieczka zrobiła pętlę i poszli do windy, przewodnik obszedł rusztowania dwa razy i że nikogo nie znalazł więcej (czyt. mnie leżącej gdzieś tam z aparatem), pracownicy zamknęli olbrzymie wrota do Niagary i pojechali windą do góry.

Tak, wschód słońca pod Niagarą na pewno byłby piękny. Krzyczeć nie było co, tylko czekać…
Po dłuższym czasie wrota się otworzyły – ja z radością, pracownik ze złością, ale wyjechaliśmy na powierzchnię. Zdjęcia są piękne. I przygoda była, i przyjaźń polsko-chińska nawiązana i cudowne wspomnienia.

Termin: lipiec 2010
Czas: 2 dni
Ekipa: chińsko – polska