Pieszo, rowerem i kajakiem w Dolinie Sanu

Tak człowiek chciałby dalej, wyżej, mocniej… a czasami wystarczy wyjechać parę kilometrów za miasto już cuda można dostać i zakosztować niemałych aktywności. Parę dobrych weekendów w tamtym roku spędziłam intensywnie eksplorując zakątki Doliny Sanu – która oddziela Pogórze Dynowskie od Pogórza Przemyskiego. Absolutnie jest to region gdzie znalazłam wszystko to co potrzebowałam do szczęścia, a nawet więcej. Okazuje się, że jest to idealne miejsce na weekendowy wyjazd. Jest tutaj wszystko – górki gdzie można spacerować, cisza i spokój, super trasy na rower, Błękitny San, którym można spłynąć kajakiem, który można pokonywać promem z prawego na lewy brzeg (6 promów!), wiszącymi kładkami, które kołyszą się bajecznie (5 kładek!), perełki architektury drewnianej, kolejka wąskotorowa i wiele interesujących ciekawostek, które warto samemu odkryć. Jest tutaj wszystko. Ja zakochałam się w tym rejonie i absolutnie polecam. Spędziłam tam wiele weekendów, ale opiszę ostatni – a nóż kogoś zainspiruję do pojechania tam i odkrywania reszty na własną rękę.

DSC_0184sobota
Aby dostać się w te okolice, a konkretniej rzecz ujmując do Dynowa, gdzie najlepiej rozpocząć odkrywanie Doliny Sanu, jest 4 opcje. Pierwsza (najbardziej ekonomiczna, ale i wymagająca) to przyjechać tu rowerem (z Rzeszowa do Dynowa jest 40 km). Nie do końca polecam, bo droga dość ruchliwa i nie można się delektować przejażdżką no i już mamy mniej sił i czasu na eksplorowanie samych Pogórzy. Druga opcja (dość wygodna, acz niepewna) to jest PKS z Rzeszowa do Dynowa. W soboty przeważnie ranne kursy są puste i kierowca bierze takiego rowerzystę. Dwóch też bierze. Więcej nie próbowałam. Trzecia opcja (najwygodniejsza)  to zapakować rowery na bagażnik rowerowy auta i podjechać w dane miejsce skąd się chce zacząć przygodę. No i na koniec czwarta opcja (najciekawsza, ale czasochłonna) pojechać pociągiem do Przeworska i w Przeworsku wpakować się w kolejkę wąskotorową razem z rowerami do Dynowa (rozkład jazdy kolejki). Można delektować się ponad 2 godzinnym przejazdem przeworską ciuchcią (ale o tym innym razem, bo jest to zbyt fajne przeżycie by wspomnieć o tym ot tak mimochodem :) ).
DSC_0217Tym razem wybrałam opcję samochodem (choć wszystkich pozostałych opcji próbowałam nie raz!). Bazę wypadową robimy sobie w miejscowości Łączki w przesympatycznym ośrodku „Zielona Polana”. Przy ośrodku znajduje się moja ulubiona kładka, zwana przez miejscowych nepalskim mostem. Z nieukrywaną radością pokonuję ją tam i z powrotem kilka razy. Opcji na pieszą wędrówkę z tego miejsca jest wiele. Tym razem jednak kierujemy się ścieżką pn „Trzy Ścieżki Tożsamości”, która wiedzie nas przez dwa rezerwaty przyrody: „Kozigarb” i „Broduszurki„. Przedmiotem ochrony w Kozimgarbie jest góra meandrowa z widocznymi odkrywkami fliszu karpackiego (który jest lepiej widoczny z kajaku lub z roweru jadąc wokół rezerwatu). Szczególnie ciekawa jest tutaj aleja dębowa w środku lasu. Natomiast większy sentyment mam do Broduszurek – rezerwatu torfowiskowego. DSC_0338Najpiękniejszy jest chyba majem gdy kwitnie tam bobrek trójlistkowy, bagno zwyczajne i inne, a zieleń taka zielona :) W lecie jest tam sporo komarów, ale warto! choćby po to by zobaczyć rosiczkę okrągłolistną (Paweł, dziękuję za oprowadzenie po tym terenie i wszystkie informacje). Ta ścieżka i dwa rezerwaty absolutnie wystarczą na całodzienny spacer. Można wyjść w Wybrzeżu i tutaj przejść się kolejną kładką wiszącą nad Sanem. Aby zamknąć pętlę do Słonnego jest tylko 4 km drogą. Piękny to był dzień. Bardzo „owocowy”.
Wieczór mija przy dźwiękach gitary…

DSC_1518niedziela
W okolicach Sanu wiele firm, gospodarstw, ośrodków wypożyczają rowery, kajaki, przywożą, odwożą…wypas. My akurat korzystamy z pomocy w tej kwestii TurizmuSanu. Rano pod kładkę przyjeżdżają rowery. Jedziemy drogą do Wybrzeża, skręcamy w lewo i kierujemy się na prom. Co ciekawe i trzeba wiedzieć jest tutaj 6 promów, które przewożą auta i rowerzystów i to nieodpłatnie z jednego brzegu na drugi. Godziny są różne, trzeba wcześniej sprawdzić (już mi się zdarzyło przyjechać pod prom który już pracę zakończył tego dnia…). Atrakcja dla mnie ogromna! bo gdzież dzisiaj jeszcze można tak promami pływać? Większość z nich napędzana jest siłami natury (nurtem Sanu). Fenomenalna sprawa. Przepływamy na drugi brzeg i dalej jedziemy przez Pawłokomę. Tutaj warto przystanąć i poczytać historię tego miejsca…smutną historię. Pomnik upamiętniający zamordowanych Polaków, pomnik upamiętniający zamordowanych Ukraińców, smutna dzwonnica w miejscu gdzie kiedyś była cerkiew…ziemia ta wiele pamięta…
Przez Bartkówkę dojeżdżamy do Dynowa (niektórzy zwiedzają dworzec kolejki wąskotorowej), a my lokujemy się na brzegu San, gdzie czekają już na nas kajaki. 20 km na liczniku. Zamieniamy pedała na wiosło i przygody ciąg dalszy. Pogoda niepewna, ale przecież nas to nie przerazi. Przed nami 13 km do wiosłowania do Słonnego. Piękny dzień. Pełen wrażeń i atrakcji.
Autentycznie bardzo lubię ten zakątek Podkarpacia. Bardzo :)

Ekipa: liczna :)
termin: kwiecień 2015
czas: 2 dni