Wokół Jeziora Szkoderskiego (Montenegro)

Pomysł na taki element wyprawy po Bałkanach, a mianowcie objechanie samochodem wokoł J. Szkoder,skiego padł ze strony towarzysza podroży. To bylo jego jedno z marzeń, a więc radośnie dołączyłam się do jego spełnienia. Przecież nie tylko swoje marzenia można spełniać. Wyprawa była raczej nie zorganizowana i spontanicznie wyszedł taki pomysł na dwa dni przed długim weekendem, a więc i ciężko było ze znalezieniem ekipy… ale dwie osoby to też przeciez ekipa. No wiec w piątek w nocy ruszamy. Przed nami 10 pełnych przygód dni.

Wjazd do Czarnogóry rozpoczynamy od prawie mandatu. Prawie, ponieważ nam sie upiekło. Pomógł wyrecytowany policjantom wierszyk „w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie…” i obietnica poprawy i stosowania się do przepisów w dalszej podroży.

Początek drogi wokół J. Szkoderskiego

Początek drogi wokół J. Szkoderskiego

Dojeżdżamy do miejscowości Podgorica (stolicy), jedziemy dalej na południe, by w miejscowości Virpazar odbić na lewo na wąską drogę, która wiedzie dosłownie nad jeziorem, aż do granicy z Albanią, dostarczając cały czas niezapomnianych widoków. Jezioro Szkoder jest największym jeziorem na Bałkanach. 2/3 jego powierzchni znajduje się w Czarnogórze, natomiast 1/3 już na terytorium Albanii. W 1983 r. założono tu Park Narodowy Jezioro Szkoderskie. Jest największym, a zarazem najmłodszym ze wszystkich PN Czarnogóry. Na jeziorze znajdują się wyspy, na których mieszczą się zabytkowe monastery. Odkąd rok temu zobaczyłam to jezioro, zamarzyło mi się popływać kiedy tam łódką, taką z wiosłami, eksplorować jej magiczne zatoczki i zakamarki. Ale co ma płynąć nie utonie.  Przyjdzie i na to czas.

Droga wokół J. Szkoderskiego

Droga wokół J. Szkoderskiego

Praktycznie droga jest pusta przez cały czas, cisza i spokój. Zatrzymujemy sie praktycznie co zakręt żeby zrobić zdjęcie, widoki są niesamowicie piękne. Zatrzymujemy się też na gotowanie obiadu, bo aż żal było sie spieszyć, kiedy wokół takie okoliczności przyrody (gotujemy zupę ogórkową z dużą ilością zebranej szałwi, zbieramy też cały wór na zapas, do dziś jeszcze dodaję po jednym zasuszonym listku do zupy wspominając tą wyprawę).
Po drodze trafiamy też przypadkiem do niesamowicie magicznego lasu kasztanowego, o jak tam jest magicznie. Zbieamy trochę kasztanów, żeby przygotować po powrocie konkurencyjne to tych z placu Pigalle (nie jest to łatwe, bo są bardziej kolczaste niż te nasze polskie, ale motywacja jest). Z takich rzeczy zbieramy z przydrożnego drzewka szarony, ale były chyba jeszcze niedojrzałe, bo aż buzie wykręcało… ale grunt to zdobywać doświadczenie. Kolejnym doświadcczeniem kulinarnym jest próbowanie oliwek prosto z drzewa… też były chyba niedojrzałe bo jeść się nie dało.

Zachód słońca nad Adriatykiem

Zachód słońca nad Adriatykiem

Ale dość odchodząc już od jedzenia, bo nie tylko tym człowiek żyje, to zjeżdżamy do mijescowości Stary Bar, by pospacerować uliczkami. Przy okazji natura funduje nam i to całkiem za darmo fenomenalny spektakularny zachód słońca nad Adriatykiem… no więc rozbijamy się z namiotem licząc na piękny i wschód słońca – nie zawiedliśmy się.
Skoro świt wstajemy i jedziemy na dalszy podbój Bałkanów… w miejscowości Sukobin przekraczamy granicę i wjeżdżamy do Albani. Przygodo witaj.

Nad Adriatykiem

Nad Adriatykiem

A nad jezioro Szkoderskie trzeba będzie jeszcze wrocić… może by tak na wiosnę i połączyć ze spływem kanionem rz. Tara? hmmm…

Czas: 2 dni
Termin: listopad 2012
Ekipa: Arturro, Goł