Gruzińskie klimaty po raz pierwszy!

DCIM999GOPROSpośród wszystkich moich znajomych, którzy byli i wrócili z Gruzji nie było nawet jednego, który by nie był zachwycony tym krajem! No więc ileż można było czekać żeby samemu to sprawdzić? Gdzieś ten pomysł z tyłu głowy pukał, ale tak delikatnie… aż pewnej nocy, w samym jej środku, dzwoni telefon: ‚Kula’ – Goł jest promocja, tanie bilety do Gruzji. Lecimy?!; ‚Ja’ – Kulka, ale że jak? a kasa? a urlop? a teraz przecież tam zimno to ani nad morze ani w góry…bla bla bla… No dobra kup bilety!. Wiadomość o tym, że lecimy jakoś się rozprzestrzenia i po kilku dniach zrobiła się już ekipa 9-osobowa. Zacna ekipa. No to lecimy – ostatnie 8 dni listopada zarezerwowane na pierwsze kroki w Gruzji.

To było zaledwie 8 dni gruzińskiej przygody ale za to jakże owocnych. Sama nie wiem od czego zacząć i jak opisywać tą przygodę. Mam wrażenie, że tego nie da się opisać… to trzeba przeżyć! :) No ale spróbujmy choć kilka aspektów tej podroży poruszyć.

LOT
My złapaliśmy tani lot z Warszawy do Kutaisi. Koszt w obie strony to 270 PLN, tanio bo poza sezonem chyba. Zaledwie 3 godz lotu i jesteśmy na miejscu. Kutaisi jest dobrym miejscem wypadowym bo stąd już blisko i do stolicy i w góry i nad morze – gdzie kto chce.

SPANIE
W pierwszym wariancie miał być namiot, ale ostatecznie go nie wzięliśmy. Stanęło na hostelach i na guesthaus’ach. Tak zasadniczo płaciliśmy po 20 Lari za noc od osoby (ok. 35 PLN). Więc nie tak źle. Po przylocie do Kutaisi o 6:15 rano gospodarz hostelu by Kote przyjechał po nas busem na lotnisko i zawiózł do hostelu gdzie od razu mogliśmy przespać się po nieprzespanej nocy. Super hostel, super gospodarze – polecam! Z hostelami i innymi noclegami nie było problemu, załatwić można było od ręki na miejscu. Może w sezonie wygląda to inaczej.

WALUTA
W Gruzji walutą jest Lari (GEL). ok. 1 Lari = 1,7 zł. W Gruzji raczej nie wymienimy nigdzie złotówek więc najlepiej wziąć EUR lub USD.

SAMSUNG CAMERA PICTURESJĘZYK
Ichniejszy język to istna plątanina pięknych ślaczków z serduszkami. Piękny alfabet (nawet doczekał się on swojego pomnika w Batumi). Dla nas jednak kompletnie nie czytelny. Czasami np. na marszrutkach widnieją też napisy naszym alfabetem. Najczęściej można się dogadać po rosyjsku. I tym własnie językiem się zazwyczaj posługiwaliśmy (a czasami zbliżonym – transkarpackim :) , który okazuje się w Gruzji też jest zrozumiały). Angielski to tylko w większych miastach, w komercyjnych miejscach, centrach informacji i „turystycznych” knajpach. Gruziński jest trudnym językiem i przez 8 dni nauczyliśmy się tylko „gaumarjos” – można się domyśleć co to za zwrot, który był nam najbardziej przydatny podczas nawiązywania przyjaźni polsko-gruzińskiej :) . Staraliśmy się jeszcze nauczyć ichniejszej kultowej piosenki – na razie opanowaliśmy tylko refren ;) <posłuchaj w oryginale> - nasza wersja też jest nagrana…. ale na razie nie będziemy jej upubliczniać, musimy jeszcze poćwiczyć :)
A propo językowych niespodzianek, to można też się podziewać, ze w hostelu spotka się Francuza, który mówi po polsku :) Poza tym w aptece Pani rozumie język migowy (jak 9 osób pokazywało że chce tabletki na gardło i przeziębienia to od razu wiedziała o co chodzi).

DSCN8426

TRANSPORT I LOGISTYKA
Choć obawiałam się trochę podróżowania lokalnymi środkami transportu tak dużą grupą, okazało się, że nie było żadnego problemu. Marszrutki, tak jak na Ukrainie – wydaje się, że czekają zawsze – człowiek przychodzi, a ona już czeka i zaraz odjeżdża. Nie wiem jak oni to ogarniają ;) Też nie ma problemu, żeby kierowca np. przystaną na toaletę, na zdjęcie przy ładnym widoku, na zjedzenie czegoś, zawiózł pod hostel etc. Można też taką grupą dogadać się z kierowcą żeby zawiózł nas gdzie chcemy, poczekał, odwiózł. Przemieszczanie marszrutkami okazało się dość sprawnym i tanim środkiem transportu i z niego korzystaliśmy najczęściej. Na przykład Kutaisi – Mestia: 25 Lari; Kutaisi – Jaskinia Prometeusza: 2 Lari; Mestia – Uszguli – Mestia: 27 Lari, Mestia – Batumi: 25 Lari.
Pociąg, przed którym ostrzegali nas miejscowi z Mesti i odradzali, okazał się być rewelacyjnym pomysłem (może sami dawno nie jechali). Szeroki, elegancki, miejsca na nogi że można było je wyprostować, Pani sprzedawała kawę i słodkości do kawy. Koszt z Batumi do Kutaisi: 2 Lari! Czas 3,5 godz. Świetna opcja.
Taksówki też nie wychodzą drogo. Często Panowie nie mają liczników i stawki są rożne ale można się dogadać i czasami coś wynegocjować… albo czasami przepłacić.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURESKULINARIA
Gruzja jest bez wątpienia krajem gdzie amatorzy dobrych smaków znajdą dla siebie raj. Miał być wyjazd niskobudżetowy, a więc gotowanie makaronu na kuchence i chleb… ale po zakosztowaniu tamtejszych smaków nic z tego nie wyszło. Musieliśmy wszystkiego spróbować. Nadmienić trzeba, ze każdy z 9 członków naszej ekipy przywiózł do Polski 1-3 kg więcej… i nie chodzi tu o bagaż. Wszystkiego nie sposób opisać, ale kilka rzeczy trzeba wspomnieć. Od pierwszego do ostatniego dnia towarzyszyły nam chaczpuri i to na śniadanie, na obiad i na kolację. W rożnych postaciach – z serem, z mięsem z fasolą… co kto lubi. W zależności od tego czym nadziewane różniły się ich nazwy, ale my poprzestaliśmy na tej jednej. Ciekawym też było aczapuri z jajkiem na miękko – na śniadanie jak znalazł. Równolegle do chaczpuri na stole zawsze mieliśmy chinkali – to takie nasze polskie ruskie pierogi, tylko że gruzińskie. Inaczej zwijane i tylko z mięsem – baranina i wieprzowina. Sposób jedzenia też jest ciekawy – bo najpierw trzeba nadgryźć, wypić rosołek ze środka  a potem dopiero wcinać. Dość przypadły mi potrawy z bakłażanem – czy to zwijane w roladki z orzechami i granatem, czy tez w postaci sałatki czy naszego lecza, zwane adżapsandali. Zwał jak zwał – ale pyszne. Zbyt rzadko na naszym stole towarzyszyła nam adżika… ale za to cóż to za pyszny dodatek-sos do wszystkiego zrobiony z papryki, czosnku, ziół i orzecha włoskiego. Dostępna też w słoikach, a na bazarach jako sucha przyprawa. Dużo by jeszcze wymieniać ale po co robić sobie smaka.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Na deser warto spróbować churchele. Najszybciej można je znaleźć na bazarach – całe stragany tego. Na początku zastanawialiśmy się czy to nie jakieś krzywe świece albo inne jakieś egzotyczne przyrządy do masażu… ale to po prostu były orzechy włoskie nawleczone na nitkę i oblane zagęszczonym sokiem z winogron lub karmelem. Ciekawe! Amerykańskie snickersy się chowają. Jeśli mowa o kulinariach to bez wątpienia należy wspomnieć o napitkach. Mi, jak również innym uczestnikom wyprawy, Gruzja kojarzyła się z winami. Myśleliśmy przeżyć tam winną przygodę… ale widać Gruzja chciała nam się pokazać z innej strony. Pierwsze wino zakupione okazało się być zepsute, drugie – niedobre, domowe wino w knajpie jakieś takie kwaśne… no i ileż razy można podchodzić do wina? Może wynikało to z tego, ze nie byliśmy w tych najbardziej znanych regionach winnych Gruzji. To może następnym razem zakosztujemy wina… a tymczasem…już od pierwszego dnia towarzyszyła nam czacza – czyli nic innego tylko gruziński bimber (40-70%). Kiedy poszliśmy na lunch (znaczy się późne śniadanie – wczesny obiad) pierwszego dnia, w knajpie gospodarz postawił nam 0,5 litra tego zacnego płynu… moooocny był jak fix, albo jak ta kawa, którą nam zaserwowano, w której łyżeczka stała, ale dobra. Potem drugie pół litra, a potem uciekliśmy zanim przyszła kolejna butelka (ale i tak dostaliśmy ją na drogę). Innym razem poszliśmy sobie na kawę i ciastko do ładnej knajpy…a tam co? od gospodarza pół litra czaczy od razu na stół. Kierowca w busie też miał dla nas plastikową butelkę… i to nie była woda w niej. Wycieczka studentów w imię nawiązywania przyjaźni polsko – gruzińskiej też nas uraczyła czaczą w rytm ich narodowych tańców pod busem przy dźwiękach okulele. Albo Pani co okazała się być właścicielką knajpy do której trafiliśmy, a z która jechaliśmy wcześniej busem… Nie wspomnę o innych okazjach, ale serduszko w Gruzji tańczyło w rytmie czacza.

DCIM999GOPROLUDZIE
Pomijając to, ze Gruzja jest pięknym krajem (choć panuje tam niezły chaos, bałagan, samowolka budowlana, prawo silniejszego klaksona na ulicy, etc) to wspaniali są tam ludzie! I to właśnie chyba nas urzekło najbardziej podczas tego wyjazdu. Nie jest mitem, że Gruzini bardzo lubią Polaków. Za każdym razem kiedy ktoś dowiadywał się, ze jesteśmy z Polski bardzo życzliwie i ciepło reagował (albo stawiał czaczę!). Większość Gruzinów na słowo „Polska”, odpowiadało  ”ooo… Kaczyński”. Bardzo go tam cenią. Nawet młodzi bardzo nas tam lubią, niektórzy robili sobie z nami selfi, albo sobie selfi z nami w tle. W każdym razie, staraliśmy się i my budować dobre relacje z Gruzinami i myślę, że nieźle nam to wychodziło.

MIEJSCA KTÓRE ZOBACZYLIŚMY
Ciężko opisywać miejsca, które się zobaczyło, bo bardziej był to wyjazd nie na zobaczenie rzeczy i miejsc, ale na poznawanie ludzi i kultury i przeżywanie. Wiadomo, co nieco zobaczyliśmy, ale co przeżyliśmy to nasze :) Poniżej kilka miejsc, które spotkaliśmy na naszej drodze:
SAMSUNG CAMERA PICTURESKutaisi - zaraz po Tibilisi jest drugim miastem pod względem liczny mieszkańców w Gruzji. Najbardziej charakterystycznym i najcenniejszym zabytkiem architektury Kutaisi są ruiny świątyni Bagrata III z 1003 roku. Do niedawna wpisana na listę UNESCO, ale z niej skreślone. Wyróżniającym się elementem Kutaisi jest też fontanna znajdująca się w centrum miasta. Jej elementy przedstawiają wyniki badań archeologicznych prowadzonych w okolicy, co oznacza, że wszystkie stworki, które można tam podziwiać, prawdopodobnie chodziły kiedyś po tej ziemi. Samo dotarcie do niej w godzinach szczytu stanowi niezłą atrakcję, bo znajduje się ona w centrum ruchliwego ronda, na którym nie ma pasów, świateł ani chyba żadnych zasad. Ciekawa również była cerkiew św. Jerzego, którą akurat odwiedziliśmy w dzień św. Jerzego a więc – najważniejszego świętego Gruzji – jej patrona.
SAMSUNG CAMERA PICTURESNiedaleko Kutaisi znajduje się przepiękne jaskinia Prometeusza (Prometeusz nie miał z nią nic wspólnego, ale ten gruziński bohater nie był tak medialny i chwytliwy marketingowo jak nam powiedziała przewodniczka). Ciekawe, że jaskinia została odkryta dopiero w 1984 r. Ale jaka jest ona ogromna, to aż dziw, że nikt do niej jeszcze nie trafił. Piękna. Te olbrzymie sale ze stalaktytami, stalagmitami, stalagnatami, halaktytami i innymi… robią absolutnie ogromne wrażenie. Trochę chyba jednak przesadzili z ferią barw, bo za bardzo tęczowo się zrobiło w tej jaskini. Dodatkową atrakcję jest możliwość przepłynięcia się łódką w czeluściach jaskini – warto (7 lari za zwiedzanie i 7 za łódkę – to jak na taką jaskinię to na prawdę nie dużo. Porównując np. jaskinię Postojną w Słowenii, która kosztuje 20 EUR… nie ma w ogóle porównania!).

SAMSUNG CAMERA PICTURESTama Enguri - Najwyższa na świecie tama łukowa (ukończona w 1980 roku), znajduje się w zachodniej Gruzji na rzece Enguri, niedaleko miejsca gdzie rzeka wypływa z Gór Kaukazu, płynąc w kierunku Morza Czarnego. Tama ma wysokość 272 metrów a w najszerszym miejscu jest długa na 680 metrów. Hydrolektrownia zbudowana na tamie ma moc 1300 megawatów. W porównaniu do naszej Soliny – robi ogromne wrażenie.


SAMSUNG CAMERA PICTURESMestia 
- czyli takie gruzińskie Zakopane. To największe miasto prowincji Swanetia – w Mesti przeważą typowa Swanecka zabudowa z budynkami obronnymi składającymi się z baszty, sąsiadującego z nią domu i pozostałych budynków gospodarczych otoczonych murem obronnym. Znajduje się tu wiele średniowiecznych budynków – fortec i kościołów – wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jest to jedno z niewielu miejsc, które pomimo tego, że było atakowane wiele razy, nigdy nie zostało podbite przez inny naród.

IMG_4688

IMG_4721

Ushguli - z Mestii można wynająć marszrutkę, a w zimie mitsubiszi 4×4. Oddalone od mesti ok. 50 km. Absolutnie inny świat. Żywy skansen. Wioska położona u podnóża jednego z najwyższych szczytów Kaukazu – Shkhara. Znajduje się na wysokości 2410 m.n.p.m. i jest uważana za najwyżej położone, zamieszkałe przez człowieka miejsce w Europie. Budynki w Ushguli są wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Typowe Swaneckie wieże obronne można spotkać w całej wiosce. Kaplica znajdująca się na wzgórzu obok wioski została zbudowana w XII wieku. Niby UNESCO, ale nie zobaczymy tutaj pięknych tablic informacyjnych, tłumu turystów (my byliśmy jedynymi!), całego tego komercyjnego błysku. Ot piękne góry wokół, XI-wieczne wieże które do dzisiaj służą ludziom za budynki mieszkalne czy gospodarskie, a miedzy nimi stada byków i psów.

 SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES
Trecking pod Uszbę - 
kilkugodzinny trecking na ok. 2400 m n.p.m., w zimowej scenerii, z widokiem na Mestię i Kaukaz wokoło z Uszbą jakby na wyciągnięcie ręki.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURESBatumi - jest stolicą Autonomicznej Republiki Adżari. Jego położenie na wybrzeżu w strefie podzwrotnikowej przyciąga wielu turystów z Kaukazu. Batumi wyróżnia wszechobecna, zróżnicowana architektura… i tu może pozostawię bez komentarza. W nocy wszystko oświetlone kolorami całej tęczy. taki misz-masz kolorów, stylów, form i mysli technicznej. moze aspirują do miana kaukaskiego Las Vegas. W każdym razie ciekawe. Do najbardziej rozpoznawalnych miejsc w mieście należą: Wieża Alfabetu (wysoka, żelazna konstrukcja, na której wytłoczone są 33 litery gruzińskiego alfabetu), Zegar Astronomiczny znajdujący się na budynku o ciekawej dekoracji architektonicznej oraz bulwar, który ze swoimi kawiarenkami, restauracjami, atrakcjami dla dzieci, nowoczesnymi rzeźbami (czasami aż ciężko zinterpretować co auror miał na myśli, chyba zbyt nowoczesne jak dla mnie), ławkami i tańczącymi fontannami stał się jednym z najpopularniejszych miejsc w mieście. Pierwsza piosenka przy tańczącej fontannie podczas głównego pokaz to…. Batumi, Batumi, herbaciane pola Batumi… Oj jak swojsko. A i tak najbardziej bezcenna w Batumi  była kawa z budki koło pomnika miłości, pita na pustej plaży z widokiem na skaczące delfiny. Bezcenne!

DCIM999GOPROOgród Botaniczny w Batumi - znajduje się w miejscu nazywanym „Zielony przylądek” (Mtsvane Kontskhi). Nie ma drugiego takiego miejsca na świecie gdzie rośliny z różnorodnych stref klimatycznych rosną obok siebie w tak idealnej harmonii. Podobno jeden z największych ogrodów botanicznych na świecie. Listopad jest dobrym momentem żeby się tam wybrać bo wszystkie drzewa owocowe osiągają swoje apogeum… pomarańcze, mandarynki, cytryny, khaki… i inne… aż żołądki rozbolały.

No i taka to nasza przygoda gruzińska… piękny kraj. Biedny ale piękny. Piękni ludzie. Piękne obyczaje. Jak nic trzeba tu przyjechać i kosztować tego regionu więcej i więcej.

Ekipa: Kula, Iwonka, Ela, Dorota, Megi, Gibon, Ola, Witek, Goł
Termin: 22 – 30 listopada 2015