Sylwester z Popem Iwanem (Ukraina)

Wiele okoliczności czy jakby je nazwać przeciwności losu próbowalo zatrzymać mnie w mieście na sylwestra. Ale jak by to było nie przywitać Nowego Roku w górach? Pakuję plecak i jest plan pojechać jednak w Czarnochorę.

Dzień pierwszy
Dobry człowiek (Arturro – dziękuję!) zawozi mnie o 4 rano na przejście graniczne z Ukrainą w Medyce. Wbrew pozorom nie jest tam pusto. Przekraczam granice pieszo, łapię pierwszą marszrutke do Lwowa (2 h), tam pierwszą marszrutkę do Iwano Frankowska (3 h) , tam kolejną do Werchowyny (5 h – chyba coś długo, jechaliśmy inną drogą, ale nie wiem którędy bo spalam całą drogę, bo zazwyczaj jedzie 3 h), tam biorę taksówkę (Kuba – dziękuję za jej zamówienie!), która zawozi mnie do Bystreca (0,5 h) no i jestem… Jest godzina 21:00. Moja część ekipy wyprawowej, która dotarła juz tam wcześniej tj. Madzia i Małgorzata czekają na mnie w Bystrecu. Przed nami jeszcze godzinny spacer na Kosaryszcze do Chatki u Kuby. Radości co nie miara, że jednak spędzimy tego sylwestra razem i to w jakich okolicznościach przyrody!

Z widokiem na Pop Iwana

Z widokiem na Pop Iwana

Dzień drugi
Wstajemy o 6 rano, jemy porządną jajecznicę na kiełbasie, cebuli, z dużą ilością czosnku, żeby energi starczyło na cały dzień, do tego kawa i ruszamy w drogę. Chcemy dojść na Pop Iwana (2022 m n.p.m.) w paśmie Czarnochory. Na szczycie Pop Iwana staraniem rządu Rzeczpospolitej zbudowano w latach 1936 – 1938 Obserwatorium Astronomiczno – Meteorologiczne nazwane później potocznie „Białym Słoniem”. Do niedawna ruina, dziś „remontują”. Schodzimy do Dzembroni i tam już dalej szlakiem. Nie spieszymy się, bo i nie ma gdzie.

W drodze na Popa

W drodze na Popa

Cały dzień przed nami. Po drodze mijamy kilka grup turystów, a więc jest więcej takich wariatów. Od razu raźniej. Pogoda jest piękna, dopisuje. Słońce świeci, mróz szczypie w nos, wiatr smaga policzki, ot po prostu uśmiech nie schodzi z twarzy, aż w zęby było zimno. W związku, ze mamy sporo czasu, rozbijamy namiot (Iwona – dziękuję za jego pożyczenie!) juz koło 16:00 na przełeczy, przy ruinach dawnego polskiego schroniska (Przełęcz nazwana przez Polaków Przełęcz nad Kwadratem). Tutaj mamy piekny widok na całą grań Czarnochory z Popem Iwanem w kulminacji. Pieknie. Niesamowicie pięknie. Zapiera dech w piersiach po prostu. Budzimy się koło 21 (z myślą, że to już ranek…), niezbyt chętnie, ale wychodzimy ze swoich ciepłych śpiworków i oczom naszym ukazuje się najpiękniejszy chyba widok.

Czarnochora w świetle księżyca

Czarnochora w świetle księżyca

Czarnochora_2012_MD (45)

Powitanie Nowego Roku!

Cała grań Czarnochory błyszcząca w świetle księżyca, niebo skrzy się milionem gwiazd, konstelacja Oriona tuz nad nami i ta cisza… nieprawdopodobne doznanie. Jedna z piekniejszych nocy w górach, albo najpiękniejsza.  Długo, oj długo spedzamy czas po prostu gapiąc się w ten magiczny obrazek. No ale czas się zdrzemnąć, wszak rano dalsza wędrówka. W nocy tylko ktoś puka do namiotu – znalazł część od aparatu gdzieś tam w śniegu i chcial oddać, albo może sprawdzić czy ktoś jest w namiocie. Piękna noc.

Dzień trzeci i czwarty

O poranku

O poranku

Czarnochora o poranku

Czarnochora o poranku

Morze chmur wokół Popa Iwana

Morze chmur wokół Popa Iwana

Wstajemy jeszcze przed świtem, by mieć szansę podziwiać tą ferię barw o poranku. Niebo raz granatowe, raz różowe, raz niebieskie, do tego wyłaniające się słońce zza horyzontu, chmury przepływające przez grań Czarnochory… no, ciężko było oddychać z tego zachwytu. Jemy śniadanko i obowiązkowo „czaj z limonem” (nie mogło też w menu zabraknąć imbiru do herbaty, masełka do chleba, żelków na deser). Ruszamy na szczyt. wędrówka jest bardzo przyjemna. Pogoda nas rozpieszcza. Trochę Pop Iwan bawi się z nami, to się zasłania chmurami, to się odsłania, to znów caly w chmurach… ale gdy już jesteśmy na szczycie to wszystkie chmury zeszły w doliny, zostawiając tylko wystające wierzchołki gór wokół no i nas. Nieprawdopodobne. Siedziałyśmy jak zahipnotyzowane.

Z Popem Iwanem w tle

Z Popem Iwanem w tle

Kilka łyczków optymizmu, sesja zdjęciaowa na szczycie i czas wracać. Przed nami przecież jeszcze witanie Nowego Roku ciąg dalszy. Schodzimy do Dzembroni. Siadamy w sklepie, na zasłużonym zimnym piwku (pierwszą kolejkę postawił Karol – który również będzie spędzał sylwestra u Kuby – dziękujęmy!). Do tego zamawiamy jajecznicę i tak sobie siedzimy. Pani w sklepie proponuje, że może nam zamówić saunę tuż opodal więc ochoczo przystajemy. Zamówioną mamy na 19:00. Był to bardzo dobry pomysł. Sauna opalana drewnem, do tego trawy z połonin, zapach których do dziś pamiętam. Potem jeszcze tylko wdrapać się na Kosaryszcze do Kuby, przebrać się w suknię balową i można witać nowy rok. Pieczenie barana na ognisku, polsko – ukraińskie śpiewy przy dziwiękach gitary prawie do rana, dobrzy ludzie wokół… jakże pięknie. Kolejny dzień schodzi nam na leniuchowaniu, małych spacerach wokół chatki, wieczorem znów ogień i śpiewy…

Dzień piąty
Czas wracać do domu. W tą stronę już dużą ekipą z sylwestra. Schodzimy do Bystreca, tam taksówką do Werchowymy, marszrutką do Iwano Frankiwska, potem do Lwowa, dalej do Szegini, przejście pieszo granicy… i koniec przygody. Ale coż to był za wyjazd. Trzeba będzie kiedyś powtórzyć.

Termin: grudzień 2012
czas: 5 dni
Ekipa: Małgorzata, Madzia, Goł