Operacja Hanza – wzdłuż Bałtyku na Litwie, Łotwie i Estoni na naszych jednośladach (CZĘŚĆ I)

Wybór kierunku podróży był trochę spontaniczny, bo przecież każdy inny kierunek byłby dobry. Choć pewnie w głowie taki pomysł już dawno gdzieś tam sobie dojrzewał. Okazja trafiła się niezła – 3 tygodnie urlopu, kompan podróży, posiadanie już ok. 10 map tamtych rejonów jako inspiracja… no więc dlaczegóż by nie? Jest pomysł, są chęci no więc jest decyzja – jedziemy. Kupujemy niezbędny brakujący sprzęt, dajemy rowery do serwisu, przechodzimy przy okazji szkołę skuwania łańcucha i innych drobnych potrzebnych rzeczy (Patryku – dzięki za przygotowanie naszych rowerów na tą wyprawę!), zakupujemy trochę konserw i owsianki (ktora towarzyszyła nam aż do samego końca), pieczemy energetyczne ciasteczka owsiane (mniam…), pakujemy sakwy, kupujemy bilet na pociąg do Suwałk (gdzie zamierzamy rozpocząć rowerową przygodę) i jesteśmy gotowi do drogi. Witaj przygodo!

dzień pierwszy / sobota / 02/08/2014
BIAŁYSTOK: 35 km
Ruszamy z Rzeszowa pociągiem o 7 rano do Warszawy Wschodniej. Wszystko dobrze, poza tym, że okazuje się że mamy bilety z miejscówką w wagonie, ktorego nie ma, przedziału dla rowerów też nie ma, a nasz bilet (mimo adnotacji, że z rowerem) nie uwzględnia go… no ale trudności pokonane. Przesiadamy się na pociąg do Białegostoku, gdzie miał czekać pociąg do Suwałk – mieliśmy na niego wykupione bilety. Okazuje się że akurat w soboty nie jeździ i nie wiadomo dlaczego sprzedano nam na niego bilety, do tego Pani w okienku nie chce zwrocić pieniędzy za ten bilet na pociąg co go nie ma (bo konduktor w pociągu Rzeszów – Warszawa omyłkowo też ciachną ten bilet swoim kasownikiem. Dostajemy pismo z reklamacją i możemy starać się o zwrot pieniędzy. Ale nic to. Pokonujemy te przeciwności – nie przejmując się nimi. Jedziemy za centrum Białegostoku i rozbijamy namiot na wylotówce przy zajeździe Wiking. Rano o 10 mamy pociąg do Suwałk. Jest dobrze. Trochę komary tną (a raczej bardzo), ale humory dopisują.

DSC_0052

dzień drugi / niedziela / 03/08/2014
SUWAŁKI – VILKAVIŠKIS – 92 km

Pociąg do Suwałk elegancki – cały skład dla rowerzystów, wszystko dobrze, nie ma tez utrudnień w postaci schodów na dworcach w Białymstoku i Suwalkach więc i odpinanie sakw i bagaży, przenoszenie ich etc nie doskwiera. Cały skład rowerzystów, gdzie każdy jedzie w inna stronę – wszystkie pomysły ciekawe, a więc droga mija na miłych pogawędkach rowerowych. W Suwałkach jesteśmy kolo 13. Czas ruszyć w drogę.

DSC_0053

W głowie jednak myśl zaczyna gdzieś kołatać … czy myśmy nie powariowali? czy nie jedziemy z motyką na ten Talin? Ale powiedziało się A trzeba powiedzieć Z. Odwrotów nie ma.

Jedziemy na Szypliszki, rozmieniamy tutaj pieniądze na Lity i na Euro i jedziemy w kierunku granicy. Tutaj obowiązkowo zdjęcie przy znaku (o mały włos było by to pierwsze i ostatnie zdjęcie podczas tej wyprawy, bo z tego wrażenia, dając na samowyzwalacz, kładąc na drodze, nie przewidzialam, że przez te 10 sekund moga samochody nadjechać…. a nadjechały i chwila grozy była…na szczęście ominęli mój aparat. Ehhh co za ulga. Dzień jest bardzo słoneczny, gorąc, upał, wiatr we wlosach i muchy w zębach. Robimy sobie izotoniki takie wlasnej produkcji (woda, miód, sól, cytryna w proporcjach na oko) i jedziemy. Początkowo mamy plan przez Litwę przejechać bocznymi drogami, z dala od ruchliwych dróg, ale po 12 km żwirowej drogi rozjeżdżonej przez kombajny rozygnujemy i wracamy na czarną nawierzchnię. Z takim obciążeniem na wąskich oponach nie dalo rady. Ale i te drogi nie są ruchliwe.

Krajobrazy zmieniają się powoli, raczej płasko, pola dokoła, pracujące kombajny, łąki z dużymi stadami krów… i tak wokoło. Krajobraz urozmaicają piękne kolorowe drewniane domki. W związku z tym, iż naczytaliśmy się jak to Litwini nie lubią Polaków, nie wiemy czy jak pytamy o drogę, w sklepie czy stacji benzynowej mówić po polsku, po angielsku czy po rosyjsku… ale miejscowi sami zaczynają po rosyjsku więc tym językiem się posługujemy praktycznie przez całą Litwę.

DSC_0077

Dojeżdżamy nad Jezioro Paežerių w miejscowości VILKAVIŠKIS, gdzie po kąpieli rozbijamy namiot na uboczu. Wypijamy po jednym piwku Tauras, które okazao się być kwasem chlebowym (ale też zacnym) i zasypiamy snem spokojnym.

DSC_0122

dzień trzeci / poniedziałek / 04/08/2014
VILKAVIŠKIS – VIEŠVILĖ: 113 km
Ważna lekcja z dnia poprzedniego – na żadnej stacji benzynowej nie mają kompresora (według doniesień Piotra na Litwie jest najmnijszy odsetek kompresorów w przeliczeniu na jednego mieszkańca), więc zostaje nam pompka. A akurat cały dzień coś powietrze mi schodzilo z koła tylniego… czyżby za duże obciążenie?
Cały dzień słoneczny. Do jazdy rewelacja. Gdyby jeszcze nie remonty drogowe praktycznie na calym odccinku trasy (co wiąże się z rozkopanymi drogami, poboczami, światłami wahadlowymi, koparkami, dużymi samochodami) to byłoby jeszcze lepiej. I tak sobie jedziemy. Nad Niemnem dyskutujemy na temat lektury pod tą nazwą, o co tam wogole chodziło i nie jest to takie łatwe jak się okazuje. Zatrzymujemy się przy mijanych ciekawszych miejscach, by na koniec dnia dojechać na dość przyjemne miejsce postojowe gdzie rozbijamy namiot. Komary jakby zniknęły, ale jest dużo os. Reperujemy rowery (zmiana dętki, smarowania łańcucha), gotujemy makaroni z konserwą, delektujemy się jeszcze nalewką z aronii podkarpackiej i studiujemy mapy…wow… daleko to jest. Troche wątpliwości dopadają czy dojedziemy, ale z drugiej strony droga jest celem, a my juz jesteśmy w drodze.

DSC_0168

dzień piąty / wtorek / 06/08/2014
VIEŠVILĖ – VENTE: 109 km
Plan jest dojechać dziś do Kłajpedy, a więc wstajemy skoro świt by już o 7 wyruszyć w drogę (wzdłuż tej drogi powstanie kiedyś piekna ścieżka rowerowa, już pierwsze prace trwają, ale póki co jeszcze jej nie ma… ale jak będzie to jakże będzie przyjemna). Zjeżdżamy z tej drogi na troche boczne zmęczeni już tym ruchem samochodów. Odpoczywamy pod sklepem w Sakuciai, patrzymy na mapę jak to daleko jeszcze do Klajpedy, i tak sobie mówimy że szkoda, ze nei ma promu z cyplu w Vente na Mierzeję Kurońska do Nidy to byśmy nie musieli jechać do Kłajpedy i Mierzeję tam i z powrotem jechać (bo była ona na liście miejsc gdzie koniecznie chcieliśmy być)… i nagle myśl… a może jest? a może Pani w sklepie coś wie? … no i Pani wiedziała: że są, to znaczy że jest – jeden prom w ciągu dnia. No więc uradowani jedziemy do Vente. jakież to szczęście. Tutaj też pierwszy raz stykamy się z Bałtykiem… piekny…

na całym choryzoncie Mierzeja Kurońska, którą chcemy przejchać następnego dnia. Jedziemy na sam koniec miejscowości pod samą latarnię, zaopatrujemy się w sklepie (najmnijeszy  i najlepiej wyposażony sklep jaki spotkaliśmy podczas naszej wyprawy), kupujemy dzisiejszą świeżo uwędzoną rybę, potrzebne produkty, ładujemy nawet w sklepie telefony (usługa 1 EUR / tel), przypinamy rowery do podestu drewnianego skąd obserwować można Bałtyk i idziemy na spacer.

DSC_0174

Po pierwsze rozprostować kości, po drugie odnaleźć to miejsce skąd odpływają promy (z największego pola kempingowego Ventaine). Kupujemy bilety dla nas i rowerów na dzień następny na 9:00 (60 Lit / os), wracamy po telefony i gdy dochodzimy do wiaty/podestu zaczyna zbierać się na burzę… a więc wiadomo gdzie będziemy spać (super miejscówka). Piękny zachód slońca, a potem piękny spektakl świetlny i dzwiękowy nad Bałtykiem. Cóż to była za burza.

DSC_0238

dzień szósty/ środa / 07/08/2014
NIDA – GIRULIAI: 79 km
Prom z Vente do Nidy płynie 1,5 h. Kręcimy się troche po porcie, gotujemy i zamierzamy się nie spieszyć tego dnia a dokładnie eksplorować Mierzeję Kurońską – bo jest co eksplorować. Cała Mierzeja jest rajem dla rowerzystów. Najlepsze ścieżki rowerowe jakimi do tej pory jechałam. Dwupasmowe, świetnie oznaczone, z potrzebną infrastrukturą, do tego zjazdy na plażę co jakiś czas – istna rewelacja.  Koniecznie, absolutnie trzeba tam pojechać.  Przepiękne krajobrazy, z dala od dróg, posród lasów, wydm z przerwami na kąpiele w Baltyku.

DSC_0267

Prom z Mierzei do Kłajpedy odpływa co parę minut, plynie 7 min, a kosztuje pare Litów (ok. 2 Lit). W Klajpedzie, mieście portowym liczymy na jakąs dobrę wędzoną rybkę z budki, ale trudno o taką, nawet w markecie są tylko śledzie w zalewie. Znajdujemy jedną budkę z rybami, ale już makrele w społem w Rzeszowie wyglądają lepiej, więc zostajemy przy parówkach. Ale piekna ta mierzeja, piękny dzień. Pojechałabym nią jeszcze raz.

DSC_0344

dzień siódmy / czwartek / 08/08/2014
GIRULIAI – BERNATHI: 101 km
Początek ścieżki do Palangi świetny – przez las. W Palandzie jedziemy na molo. Calkiem zacne. Kręcimy się troche po mieście ale jest doś tloczno tutaj od turystów więc wyjeżdżamy za miasto w stronę Liepaji. Przekaraczmy granicę z Łotwą.

DSC_0354

Ten odcinek raczej malo ciekawy, ale zakończenie dnia za to rekompensuje wszystko. Ostani odcinek pokonujemy plażą, po twardyn piasku – super, potem piękny zachód slońca i nocleg na plaży. Rewelacja. Nie przewidzieliśmy tylko, że bryza morska i rosa osiądzie na wszystkich naszych rzeczach co w połączeniu z piaskiem dalo bloto na wszystkim. Rowery po jeździe plażą skrzypią, piasek chyba jest wszedzie. Ale i tak warto było.

DSC_0443

dzień ósmy / piątek / 09/08/2014
BERNATHI – KAPSEDE: 38 km
Dzień przeznaczamy na odpoczynek, suszenie rzeczy, serwis roweru, ogarnięcie się, odpoczynek dla kolan, plażowanie, ładowanie baterii. W informacji turystycznej w Ljepaji uzyskujemy cenną informację, że jest jednak prom z Półwyspu Kolka (Roja) na wyspę Saramee w Estonii – co kosztuje 425 EUR!!!… ale jest (bez względu na liczbe osób, a max 16, co zajmuje 2 dni…

DSC_0367

Jednak objedziemy Zatokę Ryską dokoła na rowerach :) (tel. rezerwacja i info: 27495582).

DSC_0520

dzień dziewiąty / sobota / 10/08/2014
KAPSEDE – VENTSPILS: 132 km
hmmm…. Ten odcinek nie wyrył się zanadto w mojej pamięci. Widać wiele atrakcji tam nie było po drodze. Wiem tylko, że sklepów było jak na lekarstwo. W malutkiej miejscowości Ulmale znajdujemy bibliotekę, gdzie korzystamy z komputerów, sprawdzamy pocztę i pare informacji, do tego bierzemy tam prysznic (jest w ofercie: 1,42 EUR/os), dostajemy wrzatek i parę map na drogę. Wypas. Ventspils zaskoczylo nas mile.

DSC_0544

Bardzo sympatyczne miasteczko, ciekawe drewniane kamieniece, różne brukowane uliczki, ciekawa latarnia i krowy rozsiane po calym mieście. Miasto krów…  Rozbijamy się za miastem nad jeziorem (fajne miejsce na biwak)

 

DSC_0572

dzień dziesiąty / niedziela
VENTSPILS – KOLKA: 75 km
Na mojej liście miejsc gdzie chciałam być podczas dej wyprawy Kolka była na pierwszym miejscu. Tam spotykają się cztery wiatry. Musialam tego doświadczyć. Droga rewelacyjna. Samochodów prawie wogóle, wrzosowiska wokoł, lasy i cisza. Najbliższy sklep jest w Mazirbe… od Ventspils jest to 60 km. Po drodze tylko kawa z jakiejś podejrzanej wody ze szlaufa ale jest dobrze. Bo nawet udaje nam się dostać tu rybę. Jest dobrze. Piękna latarnia po drodze w Mikeltornis (1 EUR/os), na którą nie omieszkamy wejść. Docieramy na Kolkę.

DSC_0625

Super. Siłę 4 wiatrów czuć zdecydowanie. Wow. W morzu tak samo – gdzie spotykaja się wody Bałtyku z Zatoką Ryską… jest moc. Siedzimy tutaj dłuższą chwilę nie spiesząc się zanadto.  Decydujemy się jechać do Rygi autobusem (17 EUR / 2 os z rowerami), by jeszcze tej nocy zwiedzić Rygę a rano ruszyć dalej na rowerach. W Rydze, pierwszy nocleg nie pod namiotem, spimy w Tiger Hostel (11,5 EUR / os z rowerem). Został on nam polecony przez miejscowego, więc nie szukamy juz innych. Jest w centrum miasta, zaraz kolo dworca, niedrogo. Ogarniamy się szybko  i idziemy na miasto. DSC_0664Włóczymy się uliczkami w towarzystwie balsamy ryskiego (bo gdzież go smakować jak nie w Rydze!), tętnią one życiem, mnóstwo turystów. Uwagę zwracają koty, które są wszedzie. Całkiem sympatyczne miasto, ale czas spać, wszak rano dalsza droga czeka.

ciąg dalszy nastąpi bo do Talina
droga jeszcze jest długa :)

czas całej podróży: 23 dni
Dystans całej podróży:

                                                                
568 km (pociągiem: Rzeszów – Suwałki)         1670 km (rowerem: Suwałki – Talin),

                                                                
160 km (autobus: Kolka – Ryga)                      20 km (kajakiem: Gauya NP / Łotwa)


1500 km (Auto: Talin – Rzeszów)

100 km (Prom: Vente-Nida, Virtsu-Muhu, Saaremaa – Hiiuma,
Hiiuma – Rohukula, Rohukula – Vormsi, Vormsi – Ruhukula)

termin: sierpień 2014
ekipa/dream team: Piotrek, Goł

Mapka jest poglądowa – nie uwzględnia ścieżek rowerowych, jazdy plażą, promu z Vente do Nidy, a w kilometrażu są za to odcinki pokonane promem… ale… tak to leciało :)



3 komentarzy

  1. Idi wrote:

    fju fju… ciekaw jestem ciągu dalszego :) Pogratulować fantazji !

  2. Grz wrote:

    Kiedy na Nordkapp?

    *** Antispam disabled. Check access key in CleanTalk plugin options. Request number 3f5145e4622c9f85967c1498b8986495. Antispam service cleantalk.org. ***

  3. Andrzej wrote:

    Jestem b. dumny z Waszego wyczynu, gratuluję, świetne fotki.